PROPOZYCJA DLA UCZNIÓW, NAUCZYCIELI I RODZICÓW!

Pomyślałam sobie, że w tych trudnych czasach
czasem warto się oderwać od realności.
Jedną z metod są wspomnienia dawnych, lepszych dni.
W moim pomyśle przypomnienie sobie swoich wielkich fascynacji literackich.
Wiem, że nikt nie ma czasu na takie drobiazgi,
ale może wśród innych spraw, znajdzie chwilkę
by opisać choć jedną książkę, która zafascynowała,
wniosła coś ciekawego w życie lub była po prostu świetną rozrywką
rozjaśniającą "ciemne" dni.
Fascynacje literackie adresowałam w pierwszym odczuciu do Uczniów
ale fajnie by było gdyby zabrali też głos trochę starsi Czytelnicy!
Moglibyśmy kiedyś zrobić gablotkę z Państwa fascynacjami czytelniczymi
albo oczywiście gdybyście Państwo wyrazili zgodę
zamieścić je na stronie internetowej w zakładce Biblioteka!
Bardzo zachęcam i liczę na liczę na ciekawe refleksje o książkach!

Aby Państwa jeszcze raz zachęcić
umieszczam fragment jednej z moich fascynacji z czasów SP

quo vadis

Zbliżały się wakacje,
wszyscy myśleliśmy już o letnich wyjazdach i przygodach,
ciepłym piasku, morskiej bryzie, pomarańczowych zachodach słońca,
chłodzie w leśnych ostępach, zajadaniu się lodami i wielu,
wielu innych radościach jakie niosły ze sobą wolne dni.
I wtedy moja siostra zachorowała na ospę.
Nie miała łatwo cała wysmarowana białą mazią,
która miała łagodzić jej dolegliwości, wyglądała jak duch.
Jednak już w połowie lipca była zdrowa
i gotowa aby wyjechać na wakacje i przeżywać niebywałe przygody
galopując na grzbiecie humorzastego mustanga.
Tak, moja siostra spędzała miło czas na obozie jeździeckim.
Co innego ja, zaraziłam się ospą i cały lipiec miałam spędzić
w nagrzanym letnim słońcem pokoju, wysmarowana białą mazią,
również prezentująca się jak duch. Byłam załamana. Co robić?
Jak to przeżyć? Jak można chorować w wakacje?
Straszne, straszne i coraz bardziej straszne!
A moja siostra w tym czasie na koniu!
Cóż było robić? Zawsze lubiłam czytać
ale najlepiej na kocu, nad rzeką,
zażywając kąpieli rzecznych i słonecznych.
Ale nic, trzeba się czymś zająć. Co ja mam ciekawego na półce?
No trudno, biorę lekturę: ?Qvo vadis?.
I ?. wyobraźcie sobie, nagle wchodzę w świat antycznych wydarzeń,
przemyśleń Petroniusza, knowań Nerona, burzliwej miłości Ligii i Winicjusza,
wreszcie losów pierwszych chrześcijan. Nie mogę się oderwać od tej historii,
liczy się tylko to, co będzie z Ligią i czy Winicjusz
zrozumienie i zaakceptuje swoją przemianę, co będzie ze Świętym Piotrem i chrześcijanami,
a na co będzie jeszcze stać okrutnego Nerona.
Powiem szczerze, ta książka zachwyciła mnie tak głęboko
i tak bardzo zachęciła do zagłębiania się też w inne powieści Henryka Sienkiewicza,
że następnego lata już podczas wakacji nad rzeką i w leśnych ostępach
przeczytałam z zachwytem całą Trylogię.
Ale mój zachwyt nad ?Qvo vadis? miał jeszcze jedną odsłonę.
Otóż parę lat później w grudniowe, mroźne i ciemne popołudnie
mnóstwo ludzi zgromadziło się w kaplicy
przy salkach katechetycznych w parafii Św. Szczepana.
Były to czasy, w których w kinach nie było filmów,
które miałyby choćby niewielkie przesłanie o charakterze religijnym.
Tymczasem tłumy ludzi przybyły aby zobaczyć wspaniały film.
Amerykańską ekranizację powieści z Robertem Taylorem w roli Winicjusza
i Deborah Kerr w roli Ligii.
Film zdobył 8 nominacji do Oscara, także w kategorii Najlepszy Film.
Wrażenia po filmie były niesamowite, powrót do domu po projekcji,
w nocy, zimnie i w śniegu jak ?na skrzydłach?.
Dodam tak na marginesie, że film ten ulepszony cyfrowo jest aktualnie
dostępny dla wielbicieli dobrego kina.
Na koniec dodam, że czasem gdy jest nam źle,
pomóc może coś bardzo oczywistego, ciekawa historia literacka,
która wprowadzi w inny, także wcale nie łatwy świat.